Recenzje książek
Nowo dodane opinie o książkach

Jo Nesbø znów skupia uwagę czytelnika na zdarzeniach, które dzieją się w Oslo. Mimo że to kolejna odsłona norweskiej stolicy jako miejsca akcji, Oslo się nie nudzi. Powiem więcej, dzięki lekturom książek tego autora mam coraz większa ochotę zwiedzić to miasto i spróbować odnaleźć ten niesamowity klimat, który z taką lekkością tworzony jest w serii książek o komisarzu Harrym Hole.

Oprócz Norwegii na chwilę przenosimy się do Chorwacji. Naprzemian robi się więc chłodno i gorąco. Muszę przyznać, że to jedna z lepszych części serii, które dotychczas przeczytałem, a czytam je po kolei.

Jo Nesbø w "Wybawicielu" spełnia wszystkie warunki dobrego kryminału. Wyraziste postaci, klimat, fabuła, która doskonale tworzy tło dla akcji. Pisarz nagradza też wiernych czytelników serii, którzy uzyskują rozwiązanie nie tylko dla opisanej w tej części historii, ale też pomaga zrozumieć szerszy kontekst, przeszłe wydarzenia.

Moim zdaniem w "Wybawicielu" znajdziemy też najwięcej fragmentów emocjonalnych, szczerych, w które można uwierzyć, że mogły stać się naprawdę. Z tekstu dociera do nas dojrzały i spójny przekaz. Jest to świetna lektura, którą gorąco polecam, zwłaszcza po przeczytaniu wcześniejszych części.

To moja pierwsza przeczytana książka Joanny Chmielewskiej, ale wiem na pewno, że nie ostatnia. Autorka zabiera nas do siedziby firmy projektowej, w której ktoś dokonał zbrodni. Niezwykłe jest to, że całe zdarzenie zostaje opisane wcześniej przez główną bohaterkę, co stawia ją oczywiście od razu w kręgu podejrzanych na pierwszym miejscu.

Przy lekturze miałem skojarzenia z filmem "Dwunastu gniewnych ludzi" z powodu miejsca akcji - wszystko dzieje się praktycznie w jednym pomieszczeniu. W filmie jest to sala obrad ławy przysięgłych, w książce - biuro firmy.

Mimo że opowieść jest z czasów PRL-u, zdaje się, dla wielu z nas, innego, poprzedniego świata, warto sięgnąć po tę książkę, oceniam ten fakt jako jej atut. Joanna Chmielewska opisuje historię z tamtych czasów w sposób lekki, często humorystyczny. Każdy, podobnie jak dziś, ma swoje problemy. Te mniejsze urastają w oczach niektórych do ogromnych. Przewrotnie - te wielkie, potrafią stać się problemami przeszłymi, mniej istotnymi.

Trudno byłoby dalej zachęcać do przeczytania książki bez zdradzania istotnych szczegółów, dlatego moja opinia kończy się właśnie w tym miejscu.

To mój powrót do S. Kinga, którego książek nie czytałem już długo. Z punktu widzenia satysfakcji z przeczytanej książki, powrót udany. Od lektury trudno było się oderwać, kolejne strony była raczej zjadane oczami niż po prostu czytane, a ciekawość rosła karmiona nie tyle zaskakującymi zwrotami akcji, co stopniowo podgrzewaną temperaturą. Nie wiem, czy wiecie, ale tak podobno gotuje się żabę...

S. King zbudował świat w oparciu o życie dwóch ludzi: małego chłopca, którego historię poznajemy dosyć szczegółowo oraz wielebnego Charlesa Jacobsa, którego życie wplata się w treść książki fragmentami widocznie zarysowanymi i odseparowanymi. Najpierw jest to wielebny, później kuglarz, następnie naukowiec. Zaskakujące jak wiele wspólnego mają te profesje ze sobą.

Nie mogę powiedzieć, że wychowałem się na książkach S. Kinga, jednak pierwszy kontakt z jego twórczością dzięki "Miasteczku Salem" miałem jako nastolatek, czyli król horroru towarzyszy mi przez pół mojego życia. Nie wiem, czy to dużo, ale bez wątpienia potrafię wychwycić różnice w sposobie prowadzenia historii. Na pewno zmieniły się czasy - S. King jest współczesny, napisał tę powieść w 2013 roku, więc bohaterowie korzystają z Sieci, korzystają z Google czy YouTube'a. Druga istotna zmiana to dojrzałość w poruszaniu tematu uzależnień, zdrowia psychicznego i religii. To nie są tematy oczywiste, łatwe i jednakie dla każdego. S. King umiejętnie zakreśla ich wielowarstwowość.

Zdarzyło mi się spotkać ze stwierdzeniem, że "King to odcina już tylko kupony od swojej sławy". Może nawet sam je kiedyś wypowiedziałem. W przypadku "Przebudzenia" spokojnie można wepchnąć te słowa wymawiającemu je z powrotem do ust.

Zakończę tę opinię o książce cytatem, zdaniem, które wypowiada narrator w "Przebudzeniu":
"Talent to [...] niepokojąca rzecz – ma to do siebie, że we właściwym czasie dyskretnie, acz stanowczo daje o sobie znać. Niczym pewne uzależniające środki, pojawia się jako przyjaciel, na długo zanim uprzytomnisz sobie, że jest tyranem"
Wypada się tylko cieszyć z tego, że talent pisarski tyranizuje S. Kinga nieprzerwanie od tylu lat.

Książka magiczna, choć jest to magia raczej dla dorosłego czytelnika. Autorka odważnie prezentuje nam różne wspomnienia z dzieciństwa. Są one opisywane dojrzale, lekko i pięknie, chociaż same potrafią być trudne. Podsuwane w postaci krótkich historii zdają się mówić do czytelnika: proszę, wybierz, która z nas mogłaby być twoją historią...

A przecież nie wszystko, co zapamiętujemy z dzieciństwa to kolorowe i słodkie historie. Wręcz przeciwnie - mam przeczucie, że nosimy w sobie wiele smutnych i skomplikowanych spraw. Nikt z nas nie rodzi się dorosły, a świat ze swoimi zasadami i nieszczęściami wdziera się w nasze życie już od pierwszych chwil nie pytając nas o opinię.

Joanna Chmielewska zabiera nas do domu państwa Chabrowiczów, który rodzina odziedziczyła w spadku razem z dotychczasowymi lokatorami. Historia opowiadana jest z punktu widzenia dwójki dzieci - Janeczki i Pawełka. Dziecięca wyobraźnia karmiona nieoczekiwanym pojawieniem się psa, Chabra, dziwnym zachowaniem sąsiadki-zmory i dodatkowego listonosza, a także wieczorne wyprawy po śladach tajemniczego mężczyzny na zamknięty strych to dość materiału, aby zaciekawić czytelnika do ostatniej strony.

Dodatkowym atutem może być powrót do świata bez Internetu, świata, w którym stróżem prawa w Polsce jest milicja, a życie zdaje się z perspektywy teraźniejszości mieć wolniejsze tempo. Uważam, że to dobra lektura na coraz krótsze, prawie wiosenne wieczory.

Bez zastanowienia jestem w stanie zostawić najwyższą możliwą ocenę po przeczytaniu tej książki. Na zapoznanie się z tą historią poświęciłem 3 podejścia do lektury, mimo że ma ona prawie 400 stron. To chyba najlepiej świadczy o tym, jak bardzo jest wciągająca.

Jørn Lier Horst dał się poznać jako rzeczowy, profesjonalny, konkretny i interesujący pisarz. Rytm książki jest niezwykle odpowiedni, szybki i budzący ciekawość, tak jak lubię. Za pomocą kilkudziesięciu krótkich, zaledwie kilkustronicowych rozdziałów, odkrywamy kolejne warstwy złożonej historii, która rozpoczyna się od śmierci bardzo samotnego człowieka, Viggo Hansena.

Nie bez powodu podaję imię i nazwisko, podobnie czyni autor w „Jaskiniowcu” wprowadzając każdą kolejną postać. Zabieg ten osadza nas mocno w tej historii, potęguje jej szybki rytm, pasuje do odkrywania kolejnych warstw fabuły. W książce nie znalazłem ani jednego momentu nudy, niepotrzebnych dłużyzn. Wręcz przeciwnie, byłem zaskoczony, jak ta sama historia opowiedziana z dwóch punktów widzenia: policjanta i młodej dziennikarki, przeplata się ze sobą i uzupełnia. Jedna relacja wyprzedza drugą, żeby później ta druga z nawiązką mogła ją nadgonić.

Bardzo podobało mi się, że Jørn Lier Horst wiele pozostawił czytelnikowi. Odarta do opisu samych faktów akcja pozwoliła wyobrazić sobie emocje i wczuć się w rolę kolejnych bohaterów. Każdy czytelnik samodzielnie odniesie te opisy do swoich doświadczeń i swojego życia.

Warto wspominieć również o samych bohaterach, zarysowanych wyraźnie, budzących sympatię lub wręcz przeciwnie, odrazę, a mimo tych oczywistych odczuć w stosunku do kolejnych postaci, są one niebanalne, złożone, ich czyny i decyzje są konsekwentne i zgodne z tym, jak są prezentowane. A mimo to wzajemne interakcje i zwroty akcji pozostawiają wiele szans na to, aby zaskoczyć czytelnika.

Samotność to stan, emocja, wokół której Jørn Lier Horst zbudował intrygującą historię. Zaskakujące jest to, jak wielu ludzi ona przyciąga, jak bardzo w pewnych okolicznościach może stać się powodem do kontaktu z ludźmi.

Chciałbym także dodać parę słów o porównaniu autora do Jo Nesbø na okładce książki jako zachęta do jej przeczytania. Mogę stwierdzić jedno - lubię sięgać po książki Jo Nesbø, staram się być na bieżąco z serią o Harrym Hole czy serii Krew na śniegu. A jednak widzę Jørna Liera Horsta trochę inaczej, to porównanie wydaje mi się być krzywdzące dla autora „Jaskiniowca”. Prezentuje on bowiem kryminał innej jakości, może nawet lepszej. Z drugiej strony rozumiem zabieg marketingowy, bądź co bądź ryzykowny, gdyż nie każdy jest fanem Jo Nesbø, a potrafię sobie wyobrazić satysfakcję takiej osoby z lektury „Jaskiniowca”.

Gorąco polecam każdemu, kto chciałby zniknąć w mroźnej Norwegii na najbliższe 3 wieczory.

Wzruszająca i oryginalnie przedstawiona historia, którą czyta się tak szybko, jak wolno rośnie las. Głównymi bohaterami tej opowieści są drzewa, jako jednostki i rodzina drzewa, jako społeczność. Autor, który jest leśnikiem, wprowadza nas w świat, który doskonale zna z codziennej pracy.

Niezwykle podoba mi się przedstawienie kolejnych bohaterów w postaci gatunku drzew z cechami ludzkimi. Dęby są mimozami, buki zaś są przebiegłe. O ile prościej zrozumieć procesy, które zachodzą w lesie, gdy są one opisane takim językiem.

Mam przyjemność mieszkać niedaleko parku leśnego, który - gdy wybrać się na dłuższy spacer - zamienia się w puszczę. Odkąd przeczytałem tę książkę, każdy spacer dostarcza mi dodatkowej przyjemności, która wynika z obserwacji i zestawiania historii z książki z rzeczywistością.

Gorąco polecam. Jakże inna jest to lektura, rześka, inspirująca, bliska naturze. Naturze każdego, kto kocha przyrodę.

Przejdź do strony
Więcej treści znajdziesz na pozostałych stronach